Drogi pielgrzymie, poniżej znajdziesz ogólny zarys etapów pielgrzymki, czyli ogólny opis każdego dnia pielgrzymki.

 

DZIEŃ 1

W tym dniu gromadzimy się wczesnym rankiem pod jednym z kościołów parafialnych w Halembie. Składamy bagaże na specjalnie podstawiony samochód, dokonujemy ostatnich rejestracji, a później - po krótkiej modlitwie i błogosławieństwie, którego udziela ksiądz proboszcz - wyruszamy śpiewając pieśń "W drogę z nami wyrusz Panie". Przemierzamy Rudę Śląską i po około dwóch godzinach docieramy na miejsce pierwszego postoju. Po odpoczynku kierujemy się do Bytomia, przechodzimy z głośnym śpiewem na ustach przez centrum miasta i wychodzimy na drogę prowadzącą do Piekar Śląskich. Tam oddajemy pokłon Matce Boskiej Piekarskiej, a następnie odpoczywamy w okolicach bazyliki. Przed nami pozostaje już jedynie najkrótszy etap pierwszego dnia - przejście do Świerklańca. Popołudniem docieramy na miejsce noclegu, odpoczywamy, kąpiemy się, dokonujemy pierwszego "przeglądu" obolałych nóg. Wieczorem wszyscy bierzemy udział w eucharystii, którą łączymy z apelem jasnogórskim.

 

DZIEŃ 2

Ponownie gromadzimy się w kościele parafialnym w Świerklańcu, by wziąć udział w mszy świętej. Po porannej eucharystii formujemy kolumnę i piękną, wiodącą przez las szosą podążamy w kierunku Żyglina. Ta miejscowość jest miejscem naszego pierwszego odpoczynku. Oblegamy trawniki wokół kościoła, wylegujemy się, ale również - jak na każdym postoju - uzupełniamy w pobliskich sklepach nasze zapasy napojów i jedzenia. Po przerwie wracamy na szlak i wędrujemy do Miotka. Po drodze czeka nas kilka długich prostych, ale się nie poddajemy. Śpiewamy, modlimy się, rozmawiamy. Po postoju w Miotku wyruszamy w kierunku Lubszy Śląskiej - miejsca naszego noclegu. To chyba najtrudniejszy etap drugiego dnia. Zmęczenie zaczyna dawać się we znaki, brakuje cienia, a do tego jeszcze trzeba iść pod górkę. Ale zawsze nam się udaje. Nagrodą za trudy wędrówki jest wieczorne radosne spotkanie na placu szkolnym. Wspólnie śpiewamy nasze ulubione piosenki, tańczymy, bawimy się w przeróżne - tradycyjne już - pielgrzymkowe zabawy. Dzień kończymy apelem jasnogórskim, po którym rozchodzimy się do domów naszych gospodarzy lub szkoły.

 

DZIEŃ 3

W tym dniu już nie warto się poddawać - mianowicie naszym bezpośrednim celem jest Jasna Góra. Po porannej mszy świętej odprawianej w kościele w Lubszy Śląskiej wyruszamy w kierunku Częstochowy. Tym razem idziemy z górki, choć nie należy tego początku traktować jako zapowiedzi łatwej wędrówki. Mijamy kolejne wioski i docieramy do miejscowości Hutki, gdzie w przydrożnym rowie spędzamy miłe chwile postoju. Wszyscy bardzo dbają o to, by dobrze wykorzystać ten czas. Po odpoczynku czeka nas bowiem coś, co w pielgrzymkowym slangu nazywa się "Hutki-Dźbów", a nie oznacza nic innego niż najdłuższy i najbardziej wyczerpujący etap na całej trasie, prowadzący z Hutek do Dźbowa. Tych, którzy po raz pierwszy pielgrzymują do Częstochowy, poza palącym słońcem, rozgrzanym asfaltem i ponaddwugodzinną drogą, czeka jeszcze jedno bolesne doznanie. Mowa tu o pielgrzymkowym "chrzcie". Na wzniesieniu, z którego po raz pierwszy można dostrzec wieże Jasnej Góry, najstarsi pątnicy przechodzą przez kolumnę "chrzcząc" gałązkami jałowca tych, dla których jest to widok zupełnie nowy. W ten sposób, radośnie śpiewając i bawiąc się, dochodzimy na przedmieścia Częstochowy - do Dźbowa, miejsca ostatniego postoju. Stamtąd wyruszamy w kierunku centrum miasta. Jednak myli się ten, kto pomyślał w tym momencie o wędrówce zatłoczonymi ulicami. Mianowicie znaczną część tego etapu pokonujemy piaszczystą, polną drogą, wiodącą przez nieużywany poligon. Potem już tylko przejście ulicą Barbary - obowiązkowo pozdrawiamy chorych w pobliskim szpitalu - i pełni radości wkraczamy w bramy jasnogórskiego klasztoru, by całą grupą udać się do kaplicy Cudownego Obrazu. Następnie odbieramy bagaże, kwaterujemy się w Domu Pielgrzyma, kąpiemy i oddajemy się na krótko błogiemu lenistwu. Wieczorem bierzemy udział w apelu jasnogórskim, po którym gromadzimy się na wspólnym śpiewaniu.

 

 

DZIEŃ 4

W tym dniu przyjeżdzają do nas autokarami nasi bliscy i znajomi. Razem uczestniczymy w poszczególnych wydarzeniach zaplanowanych na ten dzień. Ich program zazwyczaj przedstawia się następująco: 
9:30  Msza Św w kaplicy Cudownego Obrazu
10:45  Droga Krzyżowa na wałach
14:00  Spotkanie w Sali Papieskiej
20:00  Adoracja przed Cudownym Obrazem
21:00  Apel Jasnogórski

 

DZIEŃ 5

W piątkowy poranek wyruszamy spod Domu Pielgrzyma. Znowu przywdziewamy najwygodniejsze buty, rozwijamy transparent z napisem "Halemba", uruchamiamy nagłośnienie i opuszczając Jasną Górę, piosenką pozdrawiamy Maryję i wszystkich, których spotykamy na swojej drodze. Wracamy tą samą trasą, którą przyszliśmy - choć tym razem pokonujemy ją w dwa dni. Poligonem do Dźbowa, msza święta w tamtejszym kościele, "Dźbów-Hutki" - tym razem łatwiej nam idzie, gdyż jesteśmy w miarę wypoczęci - później do Lubszy Śląskiej no i wreszcie po całym dniu wędrówki docieramy do Miotka. Nocleg ten stanowi nie lada atrakcję dla tych, którym nie uda się znaleźć noclegu w domach mieszkańców wioski. Miejscowy ksiądz proboszcz udostępnia bowiem pielgrzymom cudowny kawałek trawnika, idealnie nadający się do rozbicia namiotu. Należy jednak dodać, że trawnik ten, to niewykorzystany jeszcze kawałek cmentarza parafialnego. Niemniej jednak, od wielu lat wszyscy wiążą z tym miejscem same miłe wspomnienia, więc nie należy się obawiać. Wieczorem spotykamy się w kościele na adoracji i apelu jasnogórskim.

 

 

DZIEŃ 6

Można z przymrużeniem oka powiedzieć "dzień triumfu". Rano zwijamy namioty, śpiwory, opatrujemy poranione nogi i dzielnie stawiamy się na porannej mszy świętej. Zaraz po niej wyruszamy do domu! Z Miotka do Żyglina. Tam krótki postój i dalej w trasę. Żyglin - Świerklaniec, to też już znamy - choć tym razem nie zatrzymujemy się w pobliżu kościoła, a przy drodze. Ze Świerklańca zostaje nam kawałek drogi do Piekar, a tam w bazylice zazwyczaj natrafiamy na ślub. Śpiewamy więc państwu młodym i rozchodzimy się w poszukiwaniu cienia i czegoś zimnego do picia. Wypoczęci zmierzamy w kierunku Bytomia. Przejściu przez Bytom towarzyszą trzy rzeczy: (1) każdy myśli o przyjęciu, jakie jego bliscy zgotują mu w domu, (2) każdy śpiewa najgłośniej, jak tylko może, (3) prawie zawsze pada deszcz. Tak czy owak, pełni radości opuszczamy centrum miasta i już za parę minut mijamy tablicę z napisem "Ruda Śląska". Jeszcze kilkaset metrów i zatrzymujemy się na ostatnim postoju w Goduli. Tam robimy sobie ostatnie wspólne zdjęcia, wymieniamy numery telefonów i adresy e-mailowe oraz... coraz bardziej myślimy o przyjęciu, jakie nasi bliscy zgotują w naszych domach. Przechodząc przez kolejne dzielnice Rudy Śląskiej czujemy się już prawdziwymi triumfatorami. Ludzie machają do nas przyjaźnie, raz po raz ktoś podaje któremuś z pielgrzymów kwiaty. Im bliżej Halemby, tym więcej osób stoi przy drodze i wypatruje pątników. Wreszcie Halemba! Ogłuszamy wszystkich pielgrzymkowymi piosenkami, rzucamy się w ramiona naszych rodziców, małżonków, przyjaciół, ale dalej dzielnie wędrujemy. W kościele wita nas ksiądz proboszcz i dzieli się swoimi refleksjami. Później pełni wdzięczności za wszystkie pielgrzymkowe łaski śpiewamy Te Deum i nadchodzi czas na podziękowania. Dziękujemy sobie za obecność, trud, pomocną dłoń. Tak kończy się "fizyczne" pielgrzymowanie, ale chyba każdy z nas czuje, że sercem wciąż jeszcze jest na pielgrzymim szlaku...

 

Wyruszamy za...

269 Dni

W tej chwili gościmy..

Odwiedza nas 200 gości oraz 0 użytkowników.